Wegetariańskie zielone pierogi z soczewicą – przepis

Sierpień 21st, 2017 Aktualności
Staram się aby w moim domu często pojawiały się posiłki, w których znajduje się białko roślinne.
Ten wszechobecny ‘dobrobyt’- mięso na śniadanie, obiad i kolację oraz sentencje typu „bez mięsa to nie posiłek” bardzo mnie irytują- serio.
Pomijając aspekty etyczno – moralne, to naprawdę nie jest po prostu zdrowe…
Daleko mi do weganki ale i do wyznawczyni paleo również, zazwyczaj stoję gdzieś po środku.
I właśnie z tego środka dziś dla Was rzucam propozycję na marsjańskie pierogi (niezłe ‘po środku’, co?)
W związku z tym, że na ciecierzyce, soczewice, fasole i wszystkie ‘niebłyskawiczne’ trzeba cierpliwie poczekać aż odleżą swoje w wodzie, bardzo często zmieniam swoje plany w stosunku do nich. Dokładnie tak było z soczewicą, która w pierwotnym zamyśle miała zostać pasztetem, ale w myśl zasady ‘kobieta zmienną jest’ ostatecznie przerobiłam ją na pierogi.
I to nie byle jakie bo zielone!
Zielone ciasto to efekt poszukiwań na (najprzyjemniejsze) przemycenie spiruliny i chlorelli do codziennych posiłków.
O i ile z chlorellą nie jest tak ciężko, to rybi zapach i smak spiruliny jest dla mnie nie do zaakceptowania w koktajlach, jogurtach, owsiankach, itp.

 

I ponownie muszę stanąć po środku, jak zwykle.
Wiecie dlaczego? Bo oprócz tego, że dostrzegam całe dobrodziejstwo jakie może i z pewnością niesie za sobą stosowanie zielonych alg, nie potrafię zamknąć oczu na ich drugą stronę- już nie tak wygodną do lansowania w mediach.
Wiedzieliście, że spirulina może powodować rabdomiolizę- stan kiedy zachodzi masywny rozpad tkanki mięśniowej (tej poprzecznie prążkowanej) a we krwi pojawia się mioglobina?
To teraz już wiecie- niestety może.
Przekonał się o tym na własnej skórze pewien zdrowy 28 latek, który przez miesiąc codziennie stosował 3g spiruliny (A.platensis), co prawda bez konsultacji lekarskiej ale zgodnie z zaleceniem jakie znalazł na opakowaniu.
Męczony mocnym bólem mięśni trafił do szpitala, gdzie badania krwi wykazały silną rabdomiolizę.
Cała reszta badań jakim został poddany, wykluczyła inne możliwości, przez które mogło dojść do zaistniałej sytuacji i o całe zamieszanie została oskarżona jednogłośnie – o mateczko- SPIRULINA. (więcej dla ciekawskich- TUTAJ)

 

Kończąc wywód o gorszej stronie tego małego, jednokomórkowego glonu, powiem Wam jeszcze tylko, że znaleziono w nim różne neurotoksyny i alkaloidy poważnie uszkadzające tkankę nerwową oraz hepatotoksyny, które niszczą wątrobę.
Dobrze, koniec strasznych rzeczy- ale pamiętajcie o tym, ok?
Szczególnie kiedy zechcecie znaleźć za wszelką cenę najtańszą wersję jakiejś dietetycznej nowinki, na którą akurat jest bum.

 

Spirulina i chlorella posiadają jednak całe szczęście również masę prozdrowotnych właściwości, także udowodnionych naukowo.
Dowiedziono, że działają przeciwzapalnie, przeciwutleniająco, przeciwwirusowo.
Składniki chlorelli mają zdolność do wiązania metali ciężkich, dzięki czemu pełnią rolę detoksykacyjną.
Mają też sporo białka, witamin oraz minerałów i właśnie dlatego zdecydowałam się dodać je do mojego pierogowego ciasta- wreszcie udało nam się powrócić do głównego tematu.
I uwaga- pierwszy raz absolutnie wcale nie wyczułam niepożądanego posmaku, który towarzyszył dotychczas każdej innej potrawie z ich dodatkiem.

 

Składniki na ciasto:

1 kg mąki orkiszowej

2 niepełne szklanki bardzo ciepłej wody

100 g masła

Duża szczypta soli

Składniki na farsz:

400 g zielonej soczewicy

2 duże cebule

2 ząbki czosnku

1 jajko

2 łyżeczki suszonego tymianku

2 łyżki oleju rzepakowego

Sól i pieprz do smaku

Masło rozpuszczam w gorącej wodzie i wlewam do mąki wymieszanej z solą.
I uważając, żeby się nie poparzyć zagniatam, zagniatam, zagniatam…
Ta zabawa powinna trwać kilka minut, aż ciasto będzie idealnie jednolite, sprężyste i gładkie. Przykrywam je ściereczką i odstawiam na około pół godziny.

 

Namoczoną przez noc soczewicę gotuję w osolonej wodzie.
Ugotowaną i wystudzoną soczewicę przekręcam przez maszynkę na drobnych oczkach.
Cebulę kroję w drobną kostkę i rumienię na patelni z dodatkiem oleju. Pod koniec dodaję też przeciśnięty przez praskę czosnek i smażę razem z cebulą jeszcze 1-2 minuty.
Przekręconą przez maszynkę soczewicę łączę z usmażoną cebulą i czosnkiem, dodaję jajko oraz przyprawy i mieszam razem wszystkie składniki.
Porcję ciasta rozwałkowuję na blacie podsypanym mąką (najczęściej muszę tę czynność powtarzać po każdym przerzuceniu ciasta na drugą stronę).
Szklanką o największej średnicy (u mnie super sprawdza się do tego kufel do piwa- poważnie) wycinam w cienkim cieście okręgi, nakładam farsz i lepię pierogi.
O wiele łatwiej mi to idzie kiedy decyduję się na wersję pierogów ‘okrągłą’ niż tradycyjną.
W tym wariancie wychodzą one większe i można w nich zmieścić 2 razy więcej farszu.
Jak to zrobić?
Do jednego pieroga używam dwóch okręgów z ciasta.
Na jeden z nich nakładam farsz, drugim przykrywam, sklejam boki, wywijam falbankę i tak… osiemdziesiąt razy.
Kiedy wiecie, że nie zjecie takiej porcji za jednym zamachem możecie część zamrozić, a pierogi świetnie się do tego nadają.
Bardzo ważne jest, żeby najpierw zamrozić każdy z nich osobno, rozkładając je obok siebie, tak, żeby się nie stykały.
I wrzucić do jednego opakowania dopiero kiedy będą dobrze zamrożone- nie będą się sklejały (mrozimy przed ugotowaniem).
 
Te które zostają z przeznaczeniem do zjedzenia natychmiast, gotuję w wodzie z dodatkiem soli.
Klasycznie jak uczyła babcia: kiedy wypłyną na powierzchnię czekam jeszcze minutę i dopiero wyjmuję.

 

 Bardzo, bardzo, bardzo pasują do nich suszone pomidory!